Góra Karmel — z której Eliasz widział obłok wielkości dłoni człowieka, z którego spadł deszcz na spaloną ziemię. Na tej samej górze pustelnicy zebrali się, by słuchać ciszy. Stamtąd, w XIII wieku, podano ludziom kawałek materiału: dwie prostokątne płachty na sznurku, przekładzone przez głowę — jedna na piersi, jedna na plecach. Nie po to, by chronił przed ogniem, lecz by przypominał, że jest ktoś, kto przykrywa.
Szkaplerz nie jest obietnicą, że nic ci się nie stanie. Jest pamięcią, że kiedy ci się stanie — nie zostaniesz sam. Ta z Góry Karmel nie jest urzędem opieki, lecz twarzą, która pochyla się nad każdym, kto zapomniał, że jest chciany. Dwie płachty to dwie strony tej samej troski: ta, którą znasz, i ta, której nie widzisz.
Załóż na siebie myśl, że jesteś noszony. Nie musisz na to zasługiwać. Wystarczy nie odmawiać. Wystarczy pozwolić, by ktoś okrył cię płaszczem, kiedy drewieniejesz z trwogi. To cała nauka Karmelu: cisza, w której słychać obłok wielkości dłoni człowieka, z którego spada deszcz na spaloną ziemię.