Paryż, lipiec 1830. Klara komnata w klasztorze Rue du Bac. Młoda nowicjuszka, Katarzyna Labouré, budzi się w środku nocy — głos po imieniu wzywa ją do kaplicy. Tam widzi Matkę Światła, która mówi: „Podejdź, dziecko. Masz coś do powiedzenia.” Jej dłonie świecą jak zorza, ze świetlistych palców spływają promienie — i te, które spływały obficie, były jak diamentami droższe niż te, które ledwie się ukazały.
Na drugiej wizji Maryja obróciła się. Na odwrocie medalika pojawił się krzyż z literą M i dwiema sercami — jedno w cierniach, drugie przebite mieczem. Pomiędzy nimi korona z dwunastu gwiazd. Niepokalane Poczęcie nie jest dekretem instytucji — jest wewnętrznym świetłem, które przenika, gdy w duszy zrobi się miejsce. Medalik nie jest amuletem; jest przypomnieniem, że łaska jest w zasięgu ręki, wystarczy wyciągnąć swoją.