Kajetan z Thien nie miał złota, choć pochodził z rodziny, która miała. WNeapolu, podczas głodu, chodził od drzwi do drzwi i zbierał chleb dla bezrobotnych rzemieślników. Nie po to, żeby ich ułaskawić. Po to, żeby mieli co jeść, dopóki znów znajdą rękę do pracy.
To nie jest medytacja o pracy, lecz o jej braku. O godzinie, kiedy wstajesz i nie masz gdzie iść. Kiedy CV wysłane milknie. Kiedy drzwi się zamykają. Kajetan mówi wtedy: nie jesteś swoją posadą. Nie jesteś swoją pensją. Jesteś człowiekiem, a chleb — ten dzisiejszy, ten wystarczy. Jutro też będzie.
Medalik nosi się przy pustych rękach — żeby pamiętać, że ręce są nadal twoje. Że otwarcie ich w porannej modlitwie nie jest słabością. Że czekanie też jest pracą, jeśli jest czekaniem z wiarą. I że łaska przychodzi przez ludzi: przez Kajetana z koszykiem, przez sąsiada z propozycją, przez kogoś, kto pamięta twoje nazwisko.