Krzyż Jerozolimski to znak pielgrzyma: jeden krzyż wielki i cztery małe, na czerwonym polu jak krew na ziemi. Królestwo, które powstało po zdobyciu miasta w 1099, nie przetrwało — bo żadne ziemskie królestwo nie trwa. Ale znak przeszedł do sakiewek podróżnych i do zawieszonych na szyjach, bo ludzie nosili go w drodze.
Pięć krzyży czyta się jako pięć ran: czoło, dwie dłonie, dwie stopy. Pięć miejsc, przez które wchodzi światło, kiedy ciało jest przebite. Nie jest to wyznanie wiary — jest to geografia ciała, które zaczyna rozumieć, że cierpienie nie jest końcem, lecz drzwiami.
W drodze — fizycznej, duchowej, jakiejkolwiek — nosi się ten znak, by pamiętać: nie idziesz sam. Droga ma kierunki, rany mają sens, krew, którą przelewasz, nie spada w próżnię. Cztery małe krzyże to cztery strony świata, do których odchodzi się z jednym wielkim krzyżem w środku.