Co siedem lat w Rzymie rozdawano krążki wosku odlane ze świec paschalnych — tych, które palą się w noc, kiedy ciemność ustępuje. Na krążku odciśnięto baranka z chorągwią: zwierzę, które nie broni się rękami, lecz daje się wziąć. I znak, że to zwierzę — to światło.
Wosk pamięta ogień, z którego się zrodził. Dlatego Agnus Dei wieszano w oknach przed burzą: by przypominało piorunowi, że ogień, który zabija, raz już został okupowany. Nie dlatego, by wosk miał moc — ale dlatego, że wosk jest ciałem, które przyjęło światło i go nie zjadło.
Baranek nie jest słodyczą. Jest postawą: zgodą na bycie niesionym, zgodą na bycie zjedzonym, zgodą na to, by z jego ciała zrobiono światło. Kto nosi ten znak, mówi: nie chcę być silny. Chcę być przezroczysty. Chcę, żeby światło przeszło przeze mnie i nie zgasło.